O nas

O nas

Rysiny, to jest nasz Świat, jesteśmy stąd. To nasze rodzinne  miejsce na ziemi . Rodzice, Prababka Antonilla,  Babcia Hania, Dziadek Henryk, Ciotki Pyfa i Dorota, Wujek Jurek, Pelcia, wieczni Goście domu, Ziutka i Pracownicy, to było nasze dzieciństwo.

Wspominam dziecięce   wyprawy do „odległej  Warszawy”, na  Plac Leńskiego, aktualnie,  Plac Hallera,  na lody, do innego świata podwórek i trzepaków.

Jesteśmy w Marcelinie  od kilku pokoleń, z krótkimi przerwami na wypady do  mazurskiego lasu lub w góry. Wspomnieniem żywym jest Dziadek Henryk w swoim słomkowym kapeluszu i bambusową laską. Poranny spacer z Dziadkiem po gospodarstwie to była przygoda! Zapach ogrzewającej się ziemi na wiosnę, czasem mi o tym przypomina. Takich obrazów jest mnóstwo, a wszystkie stąd.

Rano biegnę po szczypiorek pod budynek kotłowni, bo zaraz, punktualnie o  8.00 rano  śniadanie i wszyscy czekają na jajecznicę.

Pan Tadeusz, „złota rączka”, który po pracy w kapeluszu dla naszego owczarka Arasa nie jest już ulubieńcem a Obcym, którego codziennie trzeba obszczekać. Pan Marian elektryk goniący  świnię Kanię wokół szopy. Wielki gar kawy zbożowej na przerwie,  zaśpiewki  Pań przy pieleniu. Nie było miejskich zabaw i wielu rówieśników, ale były żniwa, warsztat wujka Jurka, tulipanowe pola, tropikalne tunele z ogórkami, tajne przejście do ogrodu, traktor i Żuk który można było ukradkiem porwać. I zawsze coś nowego, każdy dzień tutaj,  był i jest inny.

W 1987 roku zmarł dziadek Henryk, odpowiedzialność za gospodarstwo spadła, na syna, Zdzisława. Początki gospodarowania Taty przypadło na trudny czas transformacji ustrojowej. Dotychczasowe rynki odbioru warzyw się skończyły, nowe były niewiadomą. Jednym z wielu pomysłów Taty na nową rzeczywistość była uprawa miniaturowych  chryzantem. W tamtym czasie uprawa chryzantem doniczkowych w sposób jaki zrobił to Tata to była bardzo nowoczesna, wręcz pionierska. Rośliny złocienia wymagały odpowiedniego sterowania długością dnia, w taki sposób aby uzyskać odpowiedni pokrój roślin i aby zakwitły dokładnie kilka dnia przed Dniem Wszystkich Świętych. Zarobione w ten sposób środki pozwoliły na modernizację gospodarstwa i zakup maszyn do uprawy warzyw gruntowych. W tamtym czasie swoją działalność w Polsce rozpoczynały sieci handlowe. Nasze gospodarstwo ze względu na dobrą lokalizację, a przede wszystkim na szeroki asortyment było atrakcyjnym źródłem świeżych warzyw. Współpraca układała się dobrze, ale Tata jako niespokojny Duch, eksperymentował z nowymi niechemicznymi metodami upraw. Na „Rysinach” pojawiły się nowe działy i nasadzenia. Posadziliśmy min. stare odmiany porzeczki, malin, mini sad czereśniowy, borówki amerykańskie i truskawki.  Nad doborem odmian truskawek czuwała Ania, która dzięki swoim kontaktom w kraju i za granicą sprowadziła do gospodarstwa nowe odmiany o ciekawym smaku. Obecnie wszystkie nasze plony poza kukurydzą cukrową sprzedawane są wyłącznie , naszym warzywniaku.

Prawdziwą pasją Taty jest jego stawik i pobliskie nasadzenia. Tam Tata stwarza roślinom warunki takie jakie panują w dzikich siedliskach. Pojawiły się już nawet borowiki, jagody i żurawina zupełnie,jak w naturalnym dzikim lesie.

Obok warzyw specjalnością Rysin są kwiaty rabatowe i zioła. Od sprzedaży kwiatów zaczynamy na „Rysinach” sezon. Tu prym wiodą Mama Elżbieta i Siostra Ania. Dobór odmian i sposób ich komponowania sprawia, że ich kompozycje mają niepowtarzalny, autorski styl. Skąd u mamy Eli ta ręka do kwiatów nie wiem, wszak ona z gór. Mama urodziła się w Zakopanem i przez wiele lat , w młodości zajmowała się profesjonalnie sportem i uprawiała nie ziemię, tylko  narciarstwo alpejskie. Narty kochała z wzajemnością  i przez wiele lat z rzędu zdobywała mistrzostwo Polski, w juniorach i przez lata w seniorach. Mama, w przeszłości  udzielała się również społecznie, m.in.  w strukturach dzielnicy Białołęka i Miasta Stołecznego Warszawy.

Drugim Zakopiańczykiem na Rysinach jest Brat Mamy, Wujek  Andrzej vel Galaba, gość w słomkowym kapeluszu za kontuarem, który z uśmiechem pomaga w szczycie sezonu. Od roku jest z nami, przyjaciółka Mamy z Zakopanego, Lala, która jest niezwykle pomocna i życzliwa. Rodzinnej pomocy doświadczamy więcej. Obok Rysin, za miedzą, znajduje się Gospodarstwo Joli I Ludwika Majlertów, Tadzinek.  Zawsze , kiedy zachodzi taka potrzeba staramy się być dla siebie pomocni.

Jest również nasz Kuzyn, Bartek Szaciłło, autor m.in. naszego rysińkiego logo, które bardzo lubimy i wg nas dobrze oddaje ducha naszego gospodarstwa.

Praca w gospodarstwie to gra zespołowa, bez odpowiednich zaangażowanych Ludzi niewiele by tu urosło. Od lat są z nami Ira, Iwanka, Oksana, Jarosław,Wasyl.  No i oczywiście Piotr. Wszyscy w zależności od pory sezonu i potrzeb zajmują się wieloma sprawami od  nasadzeń,  pielęgnacji ,aż po zbiory. Z czasem każdy z członków zespołu odnalazł się w swojej specjalizacji.

Ira, dba o uprawę pomidorów. Ponad to odpowiedzialna jest za wysiewy i rozsady   warzyw . Oksana, pielęgnuje m.in.  truskawki lub pędzi na jednym z wielu pojazdów .   Iwanka, w sezonie  zajmuje się warzywniakiem, dba o jakość  sprzedawanych warzyw i ziół. Jarosław zwozi z pól, kosi łąki i przegania również dziki! Z naszych upraw. Wasyl pomaga w pracach polowych.  Piotr jest specjalistą wielu dziedzin, koordynuje najróżniejsze działania.  Jego ostatnim dziełem są tunele polowe z systemem nawadniania. W szczycie sezonu Osób zaangażowanych w pracę przy zbiorach jest więcej. Wszyscy Oni wkładają serce i wielki trud. Za to jesteśmy Im bardzo wdzięczni.

Nasz  pra, pra dziadek, Wilhelm Meyler,t  kiedy sprowadził się w 1878 do Marcelina zastał okolicę w bardzo złej kulturze agrotechnicznej. Praca jaką tu rozpoczął to było wielkie wyzwanie. W 2018 roku nadchodzi kolejna wiosna,  nadchodzą nowe wyzwania…

Zapraszamy do naszego rysińskiego,  małego  świata…

Andrzej Majlert

© Rysiny 2018 . Wszystkie prawa zastrzeżone.

Do góry